"Gdy człowiek usłyszy lubianą melodię, to tak jakby ujrzał starego przyjaciela" ~ Józef Bułatowicz
Ach, ta angielska pogoda... Przyłapałam się na obstawianiu, która kropla wody będzie pierwsza.
No bo co innego można robić, kiedy deszcz obija się o okna klasowe. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zdałam sobie sprawę, że nie tylko ja pochłonęłam się we własnych myślach. Zauważyłam na sobie wzrok Yv. Uśmiechnęłam się lekko do przyjaciółki i kontynuowałam obserwację wyścigu. Moją uwagę przykuł niski, pulchny, w długim, brązowym płaszczu mężczyzna walczący z parasolem. Po chwili usłyszałam stłumiony śmiech. Czyli nie tylko ja go podziwiałam. Odwróciłam się do chłopaka siedzącego za mną. Alex Bennett, dobrze zbudowany, popularny, przystojny; w swojej ulubionej koszulce na ramiączka, z logiem zespołu "Iron Maiden", pokazywał swoje mięśnie. Palcem wodził wokół swojego nowego tatuażu, przedstawiającego ważkę. Podniosłam wzrok i zauważyłam, że chłopak tylko czekał, aż spojrzę w jego nieziemskie, błękitne oczy. Blondyn puścił mi oczko, wyciągnął rękę w stronę mojej i splótł nasze palce. W takiej pozycji siedzieliśmy do dzwonka. Reszta lekcji zleciała mi równie monotonnie co lekcja polskiego. Wyszłam ze szkoły nie czekając na Yv, ani Alex'a; poszłam od razu do schroniska. Przed wejściem zatrzymałam się i pozwoliłam sobie nacieszyć się deszczem, który powoli spływał po mojej twarzy i włosach.
-MER!- usłyszałam znajomy głos- TY IDIOTKO!
-Też cię kocham, Aaron- zażartowałam,
-Właź, bo się przeziębisz!
-Ale ja..
-Chodź.
Weszłam posłusznie do budynku i na powitanie poczułam znajomy zapach psiej karmy. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, było duże ze zdecydowaną przewagą koloru niebieskiego. Przeszłam przez lobby i weszłam w pierwsze drzwi po prawej. Usłyszałam znajome szczekanie. Podeszłam do jednej z klatek i przywitałam się z małym kundelkiem. Spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami i zaskomlał.
- Już przynoszę jedzenie młody.
-Dla mnie też?- zapytał Aaron
-Pewnie, jeżeli lubisz psią karmę.
-Kocham, najlepsza jest ta z wołowiną i marchewką. Fajnie chrupie.
-Debil!
-A ja Aaron.
-Za kogo się uważasz chłopcze?
-Mmm- zastanowił się- Pan i Bóg?
-Nie mierzysz trochę za wysoko?
-No w sumie, nie wydaje mi się, aby było to wystarczające określenie na moją zajebistość.
-Przypomnij mi, dlaczego się jeszcze z tobą zadaje.
-Bo jestem mega przystojny i mam świetny charakter.
-Taaa. I zdecydowanie za wysoką samoocenę.
-To też.
Zaśmiałam się i poszłam po karmę. Przeszłam do małego pomieszczenia, gdzie znajdują się wszystkie akcesoria i jedzenie dla zwierzaków. Wzięłam, a raczej przytachałam jeden worek za drzwi. Kiedy Aaron zobaczył jak się męczę podbiegł i zabrał mi karmę. Dałabym sobie rade. No może jutro bolałby mnie cały kręgosłup i nie byłabym zdolna do jakiegokolwiek poruszania się, ale dałabym radę.
-Kończy się.
-Co się kończy?- zapytałam.
- Karma, to był ostatni worek. Zadzwonisz do Nick'a, żeby zamówił dostawę?
- Tak, tak..-odpowiedziałam, po czym wyjęłam telefon i wybrałam numer szefa.- Coś jeszcze się kończy?
-Mmm, nie, chyba nie.
Wyszłam do innego pomieszczenia i załatwiłam to co trzeba. Nick często zostawia nas samych, mamy własne klucze. Dobrze, że nam ufa. Chociaż nie wiem, czy jest to kwestia zaufania, czy raczej tego, że jest tak nieogarnięty, że mógłby zgubić się we własnym domu. Tak, to zabawny mężczyzna, samotny, po czterdziestce; żyje z 3 psami. Na miejscu jego matki, nie spodziewałabym się się wnuków. Lata jego świetności już dawno minęły, grubszy, nie za wysoki, a resztki jego włosów są i tak siwe. Ale to dobry człowiek. Założył schronisko parę lat temu, gdyby nie on, nie poznałabym mojego najlepszego przyjaciela, no nie? Dziś jest to dość duża placówka, prawie codziennie pojawiają się ludzie, którzy chcą wziąć jakiegoś pieska, czy kota. Wróciłam do głównego pomieszczenia. Rozejrzałam się, ale nigdzie nie było Aarona. Sprawdziłam magazynek, lobby, ale tam go też nie zastałam. Wyszłam na zewnątrz. Mogłam się tego spodziewać. Chłopak stał niedaleko wejścia pod daszkiem i właśnie odpalał kolejnego papierosa.
-Hej.- mruknął.
-Szukałam cię.
-Przepraszam, nie chciałem przerywać.
-Palant.
-Co tak miło?
-Nie pal.
-Uwierz kotek, chciałbym.
-Właśnie widzę, miałeś przestać.
-Miałem. Owszem. Ale wiesz jak to jest.
-Taa wiem. Sięgnęłam ręką po jego paczkę i wyjęłam jednego papierosa.
-Hej, co to ma być?!
-Szybciej skończy ci się paczka, no nie? Mogę tylko liczyć, że nie masz kasy na kolejną.
-No akurat nie mam.
-Czyli mój plan podziałał.- wyciągnęłam dłoń po zapalniczkę. Wsadziłam fajkę do ust i podpaliłam.
-Dobrze z nim wyglądasz.
-Z kim? Papierosem?- zaśmiałam się.
-Tak, z nim też. Chodziło mi o Alexa. Widziałem was wczoraj, ale nie chciałem podchodzić bo z nim byłaś. Wolałbym nie mieć kłopotów.
-Było przyjść. Jak Alex ma jakiś problem z tobą, to jego sprawa. Jesteś moim najlepszym przyjacielem. Musi to uszanować.
-Nie każdy tak uważa.
-Co masz na myśli?
-To, że ludzie uważają, że przyjaźń damsko-męska, nie ma sensu bytu.
-Ale nie ja. Pamiętaj, ja nie jestem wszyscy.
-Wiem i za to cię uwielbiam.- chłopak do mnie podszedł i przytulił. Oddałam uścisk.
-Przestało padać.
-Co?
-Spójrz.-zza chmur wyszła tęcza, śliczna, wyrazista.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest pierwszy :) Po mega długim czasie, ale jest, to się liczy :D No także ten. Tyle ode mnie.